piątek, 19 września 2014

Chapter 6

- Kendall! Kendall! - stałam pod drzwiami przyjaciela modląc się aby był w środku. Nie chciałam czekać ani minuty dłużej z tym co miałam mu do przekazania.  W końcu blondyn stanał przede mną w samych bokserkach.
- Przepraszam jeśli cię obudziłam - odparłam wchodząc do środka. Dziwny zapach unosił się w powietrzu lecz miałam to gdzieś
- Misiek nie uwierzysz co się stało - klasnęłam w dłonie a uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
- Skarbie dlaczego mi uciekłeś - z sypialni Schmidta wyłoniła się seksowna blondynka. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.  W jednej chwili cała moja radość się ulotniła.
- Santana przedstawiam ci Dorothy - wyszeptał Kendall wyraźnie zakłopotany. Zacisnęłam dłonie w pięści starając się uspokoić
- Wiecie co ? Walić to - syknęłam podchodząc do dziewczyny - Jeśli nie chcesz stracić zębów radzę ci się wynosić
- Kochanie o czym ta wariatka mówi - zerknęła w stronę wciąż zdezorientowanego chłopaka
- Zjeżdżaj stąd i to już - popchnęłam dziewczynę a ta nie pozostała mi dłużna. W ostatniej chwili zrobiłam unik uchylając się przed ciosem.
- Dziewczyny przestańcie do cholery - blondyn wskoczył pomiędzy nas próbując rozdzielić. Nie dawałam za wygraną lecz chłopak był silniejszy. Złapał moje ramiona.
- Santi spokojnie - szepnął spoglądając w moje oczy - Dorothy będzie lepiej jak już pójdziesz - objęłam delikatnie jego kark przyciągając do siebie. Nasze usta złączyły się w czułym pocałunku.  Nie wiem ile trwaliśmy w tym uniesieniu lecz gdy tylko usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi odepchnęłam go od siebie
- Idź się umyj bo cuchniesz - zatkałam nos a Schmidt posłusznie spełnił moją prośbę. Zajęłam miejsce na wstrętnej pomarańczowej sofie. Nie znosiłam jej ale Kendall się uparł, że jest to najpiękniejsza kanapa jaką kiedykolwiek widział. Zero gustu. Założyłam nogę na nogę i w napięciu oczekiwałam aż chłopak wyjdzie z łazienki.
- Słońce co to miało być ? - owinięty ręcznikiem usiadł obok mnie
- Nie mów do mnie słońce - warknęłam - nie spodziewałam się czegoś takiego po Tobie! Do jasnej cholery jak mogłeś ? - krzyknęłam uderzając go w twarz
- Dalej nie rozumiem o co ci chodzi ? - zerwał się na równe nogi przewracając stolik
- Ty draniu zdradziłeś mnie!!!  - po moich policzkach popłynęły łzy. Kendall stanął jak wryty nie wiedząc co powiedzieć - zdradziłeś mnie - powtórzyłam czekając na jakąkolwiek reakcje z jego strony
- Przecież nie jesteśmy razem - wyjąkał trzymając się za policzek - zresztą ty masz Tony'ego - dokończył
- Ani razu nie uprawiałam z nim seksu idioto - wychrypiałam czując jak moje oczy zalewa kolejna porcja łez - każdą noc spędzam przy Twoim boku a Ty co ? - dźgnęłam tors mężczyzny  - Mogłeś mi chociaż powiedzieć, że kogoś poznałeś. Ale nie.... ja muszę się o tym dowiedzieć jak zawsze przez przypadek - Wyciągnął ramiona próbując mnie przytulić. Odepchnęłam jego ręce.
- Chciałam ci coś powiedzieć i to nawet nie chodziło o to, że dostałam się na przesłuchanie. - zrobiłam krótką przerwę - Teraz wiem, że nie mogę tu zostać. Dołożę wszelkich sił aby wygrać i przenieść się do Nowego Jorku.  Nasz układ z dniem dzisiejszym dobiega końca - spojrzałam na niego - A ja ... -  nie dokończyłam. Wybiegłam z jego mieszkania czując, że zaraz się załamie. Cholerna Rachel jak zwykle musiała mieć rację tylko czemu to ja byłam tą, która się zakochała. Otarłam łzy wierzchem rękawa nie mogąc uwierzyć w swoją głupotę.
- Kurwa - zaklnęłam na głos spoglądając na zegarek. Dochodziła 20. Musiałam się szybko dostać do Royal Opera House inaczej z moich marzeń nic nie zostanie. Odtrąciłam łokciem jakąś kobietę i zajęłam jej miejsce w taksówce. Nie mogłam się spóźnić to moja jedyna szansa aby wydostać się z tego miasta płaczu i wygrać bilet do ziemi obiecanej.

- Pani Santana Lopez  - usłyszałam swoje nazwisko, już nie było odwrotu. Zaczerpnęłam kilka głębokich oddechów. Zdecydowanym krokiem wpadłam do auli śpiewając jeden z Broadway'owskich klasyków ''Don't Rain On My Parade''

video


***
Wsunąłem zarznięte dłonie do kieszeni jeansów. Nie było się co oszukiwać wszystko spieprzyłem. Zachowałem się jak skończony dupek. Santana miała rację - zdradziłeś mnie - te dwa słowa wciąż rozbrzmiewały w mojej głowie. Próbowałem się z nią skontaktować lecz niestety na próżno. Nawet Rachel nie wiedziała co się stało z latynoską. Byłem bezradny. Chodziłem bez celu mając nadzieję, że zauważę ją gdzieś w tłumie lecz nic takiego się nie stało. Porywisty watr rozwiewał moje włosy a deszcz zacinał coraz mocniej. Przemarzłem na kość. Dzięki Bogu Logan przebywał w mieszkaniu i zgodził się mnie przygarnąć.
- Stary wyglądasz jak siedem nieszczęść - zmarszczył brwi wręczając mi kubek z gorącą herbatą - Co się stało - spytał siadając obok
- Straciłem ją - odparłem zgodnie z prawdą
- Santanę ?
- Mhm - na moich policzkach pojawiły się łzy - Logan chodzi o to , że ...
- Kochasz ją - dokończył za mnie brunet
- Skąd to wiesz ? - spojrzałem na niego
- Kendall jesteśmy kumplami. Takie rzeczy się wie - wzruszył ramionami upijając sporego łyka swojego napoju
- Teraz to i tak bez znaczenia. Dałem ciała a ona zniknęła. - szepnąłem
- Nie możesz się poddać! - z całej siły klepną mnie w plecy a ciecz, która znajdowała się w moich ustach wróciła z powrotem do kubka - walcz o nią! - krzyknął
- Gdybym tylko wiedział gdzie ona jest... - powiedziałem sam do siebie

                                                                              ***
- Dziękujemy Panno Lopez - łysy mężczyzna odparł przeglądając jakieś papiery lecz dziewczyna siedząca obok niego odchrząknęła po czym zabrała głos
- Byłaś niesamowita! Właśnie kogoś takiego potrzebujemy - uśmiech nie schodził z jej twarzy a ja czułam, że wszystko będzie dobrze
- Zgadzam się z koleżanką. Chyba możemy powiedzieć, że powinnaś się zacząć pakować - odłożył papiery spoglądając mi w oczy. Podskoczyłam z radości nie mogąc uwierzyć, że mi się udało. Podziękowałam im po czym wybiegłam ze środka. Dopiero teraz do mnie dotarło, że nie mam z kim podzielić się tą chwilą. Wyszłam z budynku kierując swoje kroki w stronę mieszkania. Miałam kilka godzin na spakowanie się. Żałowałam, że nie wzięłam parasola bo deszcz z minuty na minute był coraz mocniejszy. Miałam serdecznie dosyć tej pogody nic tylko wiatr przeplatany z ulewą. Przynajmniej w Ameryce zaczerpnę trochę słońca. Wyciągnęłam z torebki telefon. Po odblokowaniu ekranu zobaczyłam, iż mam ponad sto połączeń nieodebranych od Kendalla. Przez moment chciałam oddzwonić lecz to pogorszyłoby tylko sprawę. Weszłam do domu, rzuciłam kurtkę na fotel a sama położyłam się w sypialni. To dla mojego dobra - starałam przekonać się samą siebie. Na Schmidcie świat się nie kończy - cichy głosik w mojej głowie  miał rację. Zsunęłam się z materaca i wyciągnęłam z szafy niewielką walizkę. Kilka godzin później siedziałam gotowa czekając na przyjazd samochodu, który miał mnie odwieźć na lotnisko. Korzystając z tego, iż zostało mi jeszcze trochę czasu wzięłam pustką kartkę  oraz długopis. Musiałam się z Nim pożegnać. Kilka łez skapnęło   na papier rozmazując atrament. Wiedziałam, że będę za nim tęsknić lecz tak było prościej.

Tak dużo rzeczy
do zrobienia i powiedzenia
Ale nie wygląda na to
Bym mogła znaleźć swoją drogę
Ale chce wiedzieć jak
Wiem
Jestem przeznaczona do czegoś innego
Ale najpierw
Muszę odnaleźć siebie
Choć nie wiem jak
Oh, dlaczego
sięgam do gwiazd
kiedy nie mam skrzydeł
które poniosły by mnie tak daleko

Muszę mieć
korzenie przed gałęziami
By wiedzieć kim jestem
Zanim dowiem się
kim chciałabym być
I wiarę
by ryzykować
By żyć tak jak widzę
Miejsce w tym świecie
Dla mnie

Czasami
Nie chce czuć
I zapomnieć że ból jest prawdziwy
Unieść swoją głowę w chmury
Oh, zacząć biec
I potem upaść
Widząc że nie mogę mieć wszystkiego
Jeśli nie będę stąpać twardo po ziemi

Zawsze jest ziarno
zanim będzie róża
Im bardziej pada
Tym wyżej urosnę

Cokolwiek przyjdzie
wiem jak to przyjąć
Uczę się jak być silną
Nie muszę tego udawać
Oh, rozumiesz
Oh, ale kiedy przychodzisz
i robisz to najlepiej
Nie ma nic aby zatrzymać wschód do zachodu
Ale ja wciąż
Będę stać
Ja wciąż będę stać

Zamknęłam drzwi naklejając na nich kopertę. Oddałam klucz właścicielowi żegnając się z nim. Wsiadłam do czarnej limuzyny zostawiając stary świat daleko za sobą...


4 komentarze:

  1. Ona go kocha i wyjeżdża. Ona ją kocha, ale jest już za późno... to smutne.
    Santana napada na Dorothy. Dziewczyny się biją! Włączać kamerę!
    Dlaczego tak? Dlaczego to się musiało tak skończyć? I jeszcze ten wierszyk. Boski. Sam pisałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie :) To tekst piosenki '' Roots before branches''. No rozdział jest smutny muszę przyznać :) Dzięki za komentarz :D

      Usuń
    2. DLACZEGO ZAWSZE GDY SIĘ NA BLOGACH PYTAM O WIERSZ TO ODPUSUJĄ, ŻE TO NIE ICH T.T Płaczę. Zobaczycie. Ja Was kedyś wierszami obsypie!

      Usuń
  2. uuuu Smuteczeg. Kendall na lotnisko ale już inaczej stracisz ją na zawsze !!! Logan pakuj go w samochód i zapieprzaj ile tylko silnik twej bryki da radę! Ten układ był chory to fakt. Bójka dziewczyn była ciekawa. Gdy Kendall otworzył drzwi w bokserkach to coś mi nie pasowało potem już wiedziałem co. Rozdział świetny i pełen smutku, Takie lubię najbardziej. :)

    OdpowiedzUsuń