Oto link do nowego opowiadania :) Historię o Jamesie będzie pisana po zakończeniu tego bloga także spokojnie. Pamiętam o nim :D
Big Time Rushowe Igrzyska Śmierci :) Miłej lektury :)
http://whatever-happens-we-remain.blogspot.com/
wtorek, 25 listopada 2014
czwartek, 20 listopada 2014
Chapter 10
Kontynuacja rozdziału 4 :) Miłego czytania :D Ja leżę chory więc ten rozdział nie jest jakiś mega super no ale mimo wszystko liczę, że się wam spodoba :)
- Santana! - Czyiś krzyk rozległ się po mieszkaniu latynoski. Młody mężczyzna gorączkowo rozglądał się w poszukiwaniu dziewczyny. Niestety na próżno.
- Przecież do cholery wchodziła do budynku, nie mogła się ot tak rozpłynąć - przeklnął po czym z całej siły uderzył pięścią w ścianę zostawiając niewielki ślad. Ocierając lśniące kropelki potu z czoła usiadł przy niewielkim stoliku. Był zmęczony i tak naprawdę wszystkiego co potrzebował to sen. Przez ostatnie kilkanaście godzin starał się aby dzisiejszy dzień wypadł idealnie. Chyba mu się udało. Powoli otworzył zmęczone powieki. Przed nim leżała stara fotografia. Delikatnie uniósł ją w górę, dokładnie przyglądając się każdemu szczegółowi. Po chwili odwrócił zdjęcie na drugą stronę a to co zobaczył sprawiło, że jego serce zamarło. Niemalże natychmiastowo zerwał się z krzesła.
- Kurwa - syknął gdy drzwi od łazienki ani drgnęły pod wpływem jego nacisku. Chłopak wziął krótki rozbieg i z całej siły uderzył je swoim ramieniem. Usłyszał głośny trzask a następnie runął z impetem na ziemię. Intensywnie metaliczny zapach przedostał się do jego płuc. Białe kafelki pokrywała lepka czerwień. Zaczepił zakrwawione palce o krawędzie umywalki powoli powracając do pozycji pionowej. Ostrożnie wynurzył bezwładne ciało dziewczyny z brudnej wody a słone łzy spływały po jego policzkach. Szybkim krokiem przeniósł brunetkę do sypialni i ułożył na świeżej pościeli. Dwoma palcami dotknął jej szyi.
- Dzięki Bogu - wyszeptał przerażony. Wiedział, że teraz każda sekunda była na wagę życia ukochanej. Drżącymi rękoma wyciągnął komórkę, musi wezwać karetkę inaczej straci ją na zawsze.
Chłopak otulił latynoskę swoimi ramionami, rozpaczliwie obsypując jej twarz pocałunkami.
- Będzie dobrze - szeptał raz za razem. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. Powoli zaczynał tracić wiarę w to, że pogotowie zdąży na czas.
- Kocham cię - krzyknął gdy ratownicy odciągali go od nieprzytomnej dziewczyny. Tak bardzo pragnął być teraz przy niej, trzymać za rękę lecz starszy mężczyzna zapakował wraz z innymi brunetkę do karetki i zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
- Ona musi żyć! - wrzasnął ile sił w płucach w stronę odjeżdżającego samochodu. Zacisnął dłonie w pięści powstrzymując gniew wzbierający na sile. Teraz liczyła się tylko Santana, to ona była najważniejsza.
- Stary co się tutaj dzieje i dlaczego ty do cholery klęczysz na samym środku ruchliwej ulicy ? - Krzyknął chłopak wysiadający z taksówki - Dzwonię i dzwonię więc mógłbyś łaskawie odebrać a nie błaznować tutaj w środku nocy - blondyn szarpnął ramię przyjaciela. Henderson powoli uniósł się z asfaltu przegryzając wargę.
- To wszystko Twoja wina! - warknął uderzając Kendalla w twarz. Czerwona ciecz buchnęła z jego nosa i zalała białą koszulę. Chłopak cudem utrzymał się na nogach.
- Co ty kurwa wyprawiasz ?!
- Jeśli Ona umrze to cie gnoju zabije! Rozumiesz ?! Zabije! - Brunet w przypływie szału zaczął okładać przyjaciela pięściami. Schmidt się nawet nie bronił. Najprawdopodobniej zrozumiał.
- Logan gdzie ona jest ? - spytał łapiąc bruneta za ramiona
- Nic ci do tego - syknął odpychając dłonie Kendalla. Nie miał ochoty na dłuższą rozmowę. Brzydził się człowiekiem, który był kiedyś jego najlepszym przyjacielem.
Po drugiej stronie ulicy ujrzał zbliżającą się taksówkę, bez wahania stanął na jej drodze. Z rozmachem otworzył drzwiczki i zajął miejsce obok starego kierowcy.
- Do najbliższego szpitala - krzyknął Henderson ignorując jego zdezorientowany wyraz twarzy. W środku unosił się duszący zapach papierosów. Chłopakowi zrobiło się niedobrze ale musiał wytrzymać. Zacisnął usta starając skupić się jedynie na Santanie.
- To tutaj - mężczyzna w końcu zatrzymał powoli rozpadający się samochód. Logan wyciągnął z kieszeni kilka pogniecionych banknotów zostawiając je na fotelu.
- Niech to szlag - przeklnął widząc ogromną kolejkę do recepcji. Nie miał tyle czasu, nie mógł aż tyle czekać.
- Przepraszam... bardzo przepraszam - przepchnął się łokciami na sam początek
- Ślepy Pan jest - starsza kobieta chwyciła go za rękaw - obowiązuje kolejka
- Tak wiem - syknął - Santana Lopez - zwrócił się do recepcjonistki całkowicie ignorując oburzoną blondynkę - Czy ona żyję ? - oczy po raz kolejny zaszkliły mu się od płaczu
- Właśnie ją operują - odparła dziewczyna i wskazała drogę do poczekalni. Logan ledwo żywy oparł plecy o ścianę. W duchu modlił się aby jeszcze kiedyś usłyszeć wesoły głos dziewczyny. Na niczym mu tak nie zależało jak na niej. Nie mógł uwierzyć, że Kendall całkowicie ją olał i wybrał życie u boku Dorothy.
- Pan z rodziny Panny Lopez ? - na korytarzu pojawił się lekarz
- Tak. Jestem jej narzeczonym - skłamał
- Operacja przebiega bez komplikacji - uśmiechnął się - nie ma powodu do obaw - Brunet zsunął się na ziemię po raz pierwszy tej nocy oddychając z ulgą.
- Kocham cię - wyszeptał uśmiechając się sam do siebie...
- Santana! - Czyiś krzyk rozległ się po mieszkaniu latynoski. Młody mężczyzna gorączkowo rozglądał się w poszukiwaniu dziewczyny. Niestety na próżno.
- Przecież do cholery wchodziła do budynku, nie mogła się ot tak rozpłynąć - przeklnął po czym z całej siły uderzył pięścią w ścianę zostawiając niewielki ślad. Ocierając lśniące kropelki potu z czoła usiadł przy niewielkim stoliku. Był zmęczony i tak naprawdę wszystkiego co potrzebował to sen. Przez ostatnie kilkanaście godzin starał się aby dzisiejszy dzień wypadł idealnie. Chyba mu się udało. Powoli otworzył zmęczone powieki. Przed nim leżała stara fotografia. Delikatnie uniósł ją w górę, dokładnie przyglądając się każdemu szczegółowi. Po chwili odwrócił zdjęcie na drugą stronę a to co zobaczył sprawiło, że jego serce zamarło. Niemalże natychmiastowo zerwał się z krzesła.
- Kurwa - syknął gdy drzwi od łazienki ani drgnęły pod wpływem jego nacisku. Chłopak wziął krótki rozbieg i z całej siły uderzył je swoim ramieniem. Usłyszał głośny trzask a następnie runął z impetem na ziemię. Intensywnie metaliczny zapach przedostał się do jego płuc. Białe kafelki pokrywała lepka czerwień. Zaczepił zakrwawione palce o krawędzie umywalki powoli powracając do pozycji pionowej. Ostrożnie wynurzył bezwładne ciało dziewczyny z brudnej wody a słone łzy spływały po jego policzkach. Szybkim krokiem przeniósł brunetkę do sypialni i ułożył na świeżej pościeli. Dwoma palcami dotknął jej szyi.
- Dzięki Bogu - wyszeptał przerażony. Wiedział, że teraz każda sekunda była na wagę życia ukochanej. Drżącymi rękoma wyciągnął komórkę, musi wezwać karetkę inaczej straci ją na zawsze.
Chłopak otulił latynoskę swoimi ramionami, rozpaczliwie obsypując jej twarz pocałunkami.
- Będzie dobrze - szeptał raz za razem. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. Powoli zaczynał tracić wiarę w to, że pogotowie zdąży na czas.
- Kocham cię - krzyknął gdy ratownicy odciągali go od nieprzytomnej dziewczyny. Tak bardzo pragnął być teraz przy niej, trzymać za rękę lecz starszy mężczyzna zapakował wraz z innymi brunetkę do karetki i zatrzasnął mu drzwi przed nosem.
- Ona musi żyć! - wrzasnął ile sił w płucach w stronę odjeżdżającego samochodu. Zacisnął dłonie w pięści powstrzymując gniew wzbierający na sile. Teraz liczyła się tylko Santana, to ona była najważniejsza.
- Stary co się tutaj dzieje i dlaczego ty do cholery klęczysz na samym środku ruchliwej ulicy ? - Krzyknął chłopak wysiadający z taksówki - Dzwonię i dzwonię więc mógłbyś łaskawie odebrać a nie błaznować tutaj w środku nocy - blondyn szarpnął ramię przyjaciela. Henderson powoli uniósł się z asfaltu przegryzając wargę.
- To wszystko Twoja wina! - warknął uderzając Kendalla w twarz. Czerwona ciecz buchnęła z jego nosa i zalała białą koszulę. Chłopak cudem utrzymał się na nogach.
- Co ty kurwa wyprawiasz ?!
- Jeśli Ona umrze to cie gnoju zabije! Rozumiesz ?! Zabije! - Brunet w przypływie szału zaczął okładać przyjaciela pięściami. Schmidt się nawet nie bronił. Najprawdopodobniej zrozumiał.
- Logan gdzie ona jest ? - spytał łapiąc bruneta za ramiona
- Nic ci do tego - syknął odpychając dłonie Kendalla. Nie miał ochoty na dłuższą rozmowę. Brzydził się człowiekiem, który był kiedyś jego najlepszym przyjacielem.
Po drugiej stronie ulicy ujrzał zbliżającą się taksówkę, bez wahania stanął na jej drodze. Z rozmachem otworzył drzwiczki i zajął miejsce obok starego kierowcy.
- Do najbliższego szpitala - krzyknął Henderson ignorując jego zdezorientowany wyraz twarzy. W środku unosił się duszący zapach papierosów. Chłopakowi zrobiło się niedobrze ale musiał wytrzymać. Zacisnął usta starając skupić się jedynie na Santanie.
- To tutaj - mężczyzna w końcu zatrzymał powoli rozpadający się samochód. Logan wyciągnął z kieszeni kilka pogniecionych banknotów zostawiając je na fotelu.
- Niech to szlag - przeklnął widząc ogromną kolejkę do recepcji. Nie miał tyle czasu, nie mógł aż tyle czekać.
- Przepraszam... bardzo przepraszam - przepchnął się łokciami na sam początek
- Ślepy Pan jest - starsza kobieta chwyciła go za rękaw - obowiązuje kolejka
- Tak wiem - syknął - Santana Lopez - zwrócił się do recepcjonistki całkowicie ignorując oburzoną blondynkę - Czy ona żyję ? - oczy po raz kolejny zaszkliły mu się od płaczu
- Właśnie ją operują - odparła dziewczyna i wskazała drogę do poczekalni. Logan ledwo żywy oparł plecy o ścianę. W duchu modlił się aby jeszcze kiedyś usłyszeć wesoły głos dziewczyny. Na niczym mu tak nie zależało jak na niej. Nie mógł uwierzyć, że Kendall całkowicie ją olał i wybrał życie u boku Dorothy.
- Pan z rodziny Panny Lopez ? - na korytarzu pojawił się lekarz
- Tak. Jestem jej narzeczonym - skłamał
- Operacja przebiega bez komplikacji - uśmiechnął się - nie ma powodu do obaw - Brunet zsunął się na ziemię po raz pierwszy tej nocy oddychając z ulgą.
- Kocham cię - wyszeptał uśmiechając się sam do siebie...
poniedziałek, 3 listopada 2014
Chapter 9
Minęły dwa tygodnie odkąd zostałam dziewczyną Logana a on nawet nie raczy powiedzieć Schmidtowi o naszym związku. Źle się z tym czułam. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia choć wiedziałam, że nie powinny. Kendall mnie okłamał. W tym samym czasie sypiał ze mną jak i z tą dziewczyną. Gdyby nie Logan z pewnością nigdy bym się o tym nie dowiedziała. Zresztą mam już to gdzieś. Teraz liczyła się praca no i brunet... mój brunet. Byłam szczęśliwa. Reszta nie istniała. Moje życie obróciło się w przepiękną bajkę. Stałam się gwiazdą, mam kochającego chłopaka no i wszystko układa się po mojej myśli.
Weszłam do mieszkania rzucając z impetem torbą o ścianę. Byłam zmęczona i jedyne czego potrzebowałam to sen. Hendersona nie było, iz musiał wrócić do Londynu. Nie było mi to na rękę no ale mówi się trudno. Wzięłam odświeżający prysznic a następnie wraz z kubkiem gorącego kakao usiadłam przed laptopem. Sprawdzałam właśnie pocztę gdy na ekranie pojawiło się połączenie od Kendalla. Nacisnęłam zieloną słuchawkę a przede mną ukazała się twarz blondyna.
- Cześć Santi - uśmiechnął się - boże jak ja za tobą tęsknię - nie wiedziałam jak mam na te słowa zareagować gdyż z jeden strony brakowało mi go ale tylko jako przyjaciela a z drugiej nie chciałam go znać.
- No cześć - szepnęłam - jak się trzymasz ? - spytałam biorąc niewielkiego łyka napoju
- Żenię się - moje oczy powiększyły się do rozmiaru pięcio złotówek.
- Gra.. Moje Gratulacje - wydusiłam z siebie Spodziewałam się wszystkiego ale takiego obrotu spraw nigdy bym nie przewidziała. Pożegnałam się z nim zresztą i tak nie wiedziałam co powiedzieć. Zimny prysznic przywrócił mi trzeźwość umysłu. Wyszłam z kabiny, owinęłam ciało białym ręcznikiem po czym skuliłam się na fotelu.
To co przed kilkunastoma minutami usłyszałam od blondyna całkowicie zwaliło mnie z nóg a wszystkie uczucia, które do niego żywiłam wróciły. Przez własną głupotę straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Gdybym tylko wtedy nie wyjechała.... gdybym tylko wyznała Schmidtowi miłość to być może teraz to ja wybierałabym suknię ślubną. Wiem, że mam Logana i choć brunet stara się jak może to nigdy nie dorówna Kendallowi. Kocham ich obu - to oczywiste ale blondyn był, jest i będzie moją jedyną prawdziwą miłością.
- Santana jesteś ? Henderson wpadł do mieszkania cały zdyszany.
- Co ty tu robisz? - pytam zdziwiona. - Miałeś zostać w Londynie na miesiąc
- Tak wiem ale nie ważne - machnął dłonią - Kendall... Kendall bierze ślub!
- Tak wiem - jęknęłam przyciągając kolana pod brodę
- Kochanie co jest - spytał podchodząc bliżej
- Nic - wychrypiałam a z moich oczu popłynęły łzy
- Wciąż go kochasz, prawda ? - delikatnie ujął moją dłoń
- Tak - westchnęłam z ciężkim sercem - Kocham go najmocniej na świecie - po tym wyznaniu obawiałam się reakcji bruneta lecz ten jedynie mocno mnie do siebie przytulił.
- Nie jestem głupi - szepnął całując moje czoło - zdaję sobie sprawę, że nigdy nie pokochasz mnie choć w połowie tak jak tego kretyna - jego oczy napotkały moje - Ale wiedz, że będę na ciebie czekał. Zawsze - nie był zły. Po prostu zakochał się w niewłaściwej dziewczynie. Moje serce należy do Schmidta a na to nie mogę nic poradzić. No bo czy ktoś zna lekarstwo na odkochanie się ? Nie ma takiego. Wyrwałam się z ramion Logana. Nie mogę go dłużej ranić. On na to nie zasługuję.
Weszłam do mieszkania rzucając z impetem torbą o ścianę. Byłam zmęczona i jedyne czego potrzebowałam to sen. Hendersona nie było, iz musiał wrócić do Londynu. Nie było mi to na rękę no ale mówi się trudno. Wzięłam odświeżający prysznic a następnie wraz z kubkiem gorącego kakao usiadłam przed laptopem. Sprawdzałam właśnie pocztę gdy na ekranie pojawiło się połączenie od Kendalla. Nacisnęłam zieloną słuchawkę a przede mną ukazała się twarz blondyna.
- Cześć Santi - uśmiechnął się - boże jak ja za tobą tęsknię - nie wiedziałam jak mam na te słowa zareagować gdyż z jeden strony brakowało mi go ale tylko jako przyjaciela a z drugiej nie chciałam go znać.
- No cześć - szepnęłam - jak się trzymasz ? - spytałam biorąc niewielkiego łyka napoju
- Żenię się - moje oczy powiększyły się do rozmiaru pięcio złotówek.
- Gra.. Moje Gratulacje - wydusiłam z siebie Spodziewałam się wszystkiego ale takiego obrotu spraw nigdy bym nie przewidziała. Pożegnałam się z nim zresztą i tak nie wiedziałam co powiedzieć. Zimny prysznic przywrócił mi trzeźwość umysłu. Wyszłam z kabiny, owinęłam ciało białym ręcznikiem po czym skuliłam się na fotelu.
To co przed kilkunastoma minutami usłyszałam od blondyna całkowicie zwaliło mnie z nóg a wszystkie uczucia, które do niego żywiłam wróciły. Przez własną głupotę straciłam najważniejszą osobę w moim życiu. Gdybym tylko wtedy nie wyjechała.... gdybym tylko wyznała Schmidtowi miłość to być może teraz to ja wybierałabym suknię ślubną. Wiem, że mam Logana i choć brunet stara się jak może to nigdy nie dorówna Kendallowi. Kocham ich obu - to oczywiste ale blondyn był, jest i będzie moją jedyną prawdziwą miłością.
- Santana jesteś ? Henderson wpadł do mieszkania cały zdyszany.
- Co ty tu robisz? - pytam zdziwiona. - Miałeś zostać w Londynie na miesiąc
- Tak wiem ale nie ważne - machnął dłonią - Kendall... Kendall bierze ślub!
- Tak wiem - jęknęłam przyciągając kolana pod brodę
- Kochanie co jest - spytał podchodząc bliżej
- Nic - wychrypiałam a z moich oczu popłynęły łzy
- Wciąż go kochasz, prawda ? - delikatnie ujął moją dłoń
- Tak - westchnęłam z ciężkim sercem - Kocham go najmocniej na świecie - po tym wyznaniu obawiałam się reakcji bruneta lecz ten jedynie mocno mnie do siebie przytulił.
- Nie jestem głupi - szepnął całując moje czoło - zdaję sobie sprawę, że nigdy nie pokochasz mnie choć w połowie tak jak tego kretyna - jego oczy napotkały moje - Ale wiedz, że będę na ciebie czekał. Zawsze - nie był zły. Po prostu zakochał się w niewłaściwej dziewczynie. Moje serce należy do Schmidta a na to nie mogę nic poradzić. No bo czy ktoś zna lekarstwo na odkochanie się ? Nie ma takiego. Wyrwałam się z ramion Logana. Nie mogę go dłużej ranić. On na to nie zasługuję.
piątek, 10 października 2014
Chapter 8
Stałam po środku niewielkiej kuchni próbując pozbierać myśli. Jak mogłam przespać się z Loganem ? Przecież to niedorzeczne i chore. Henderson był przyjacielem Kendalla. Złamał kodeks. Teraz przeze mnie znienawidzą się na zawsze. Słońce za oknem powoli budziło Nowy Jork do życia a ja ścisnęłam mocniej filiżankę. Musiałam to przerwać, musiałam wybłagać bruneta aby nie pisnął słówka Kendallowi. Byli najlepszymi przyjaciółmi na świecie a ja nie mogłam ich rozdzielić. Głuchą ciszę przerwał dzwonek telefonu. To Schmidt. Wiedziałam, że w końcu muszę z nim porozmawiać. Niechętnie sięgnęłam po słuchawkę a ton jego głosu sprawił, że moje kolana zrobiły się z waty.
- Santana ? No w końcu odbierasz! Wiesz jak się martwiłem - krzyczał zdenerwowany
- Kend... - jęknęłam powstrzymując łzy - wszystko w porządku ja... ja po prostu nie mam czasu - odparłam choć bałam się, iż blondyn wyczuje, że coś jest nie tak
- Dziewczyno jak to nie masz czasu ? Dla mnie nie masz czasu ?
- Tak Dla ciebie bo wyobraź sobie, że codziennie zapierdalam od rana do wieczora - syknęłam
- Aż tak ciężko ? - zapytał już nieco łagodniej
- Cholernie. A teraz wybacz idę pod prysznic a następnie mam próbę - zakończyłam rozmowę. Krew w moich żyłach zawrzała a wściekłość sięgnęła zenitu. Rzuciłam z całej siły telefonem o ścianę kuchni. Sprzęt rozleciał się na małe kawałki. Nie obchodziło mnie czy hałas obudził Logana, chciałam normalnego życia.
Weszłam do łazienki i zrzuciłam fioletowy szlafrok na zimne kafelki. Przyjemny chłód przeszył moje ciało. Szybkim ruchem dłoni odsunęłam drzwiczki kabiny wsuwając się do środka. Strumień gorącej wody uderzył w sam środek mojej głowy. Przymknęłam powieki rozkoszując się odrobiną relaksu. Czyjeś ręce oplotły mnie w pasie przyciągając do siebie. Wiedziałam, że to Logan ale nie miałam siły z nim walczyć po prostu po raz kolejny poddałam się jego dotykowi. Usta bruneta wpiły się w moją szyję zostawiając na niej małą malinkę. Jedna cześć mnie chciała go odepchnąć lecz ta druga pragnęła go zatrzymać. Nie rozumiałam co się ze mną działo przecież to oczywiste, że kochałam Kendalla i to do blondyna należało moje serce więc dlaczego do cholery czułam ogromne pożądanie względem Hendersona. Każda inna dziewczyna na moim miejscu zapewne również straciła by dla nich głowę. Cichy jęk wydobył się z mojego gardła gdy brunet wsunął palce w moją wilgotną myszkę. Oplotłam jego kark wsuwając język w jego usta. Nasze języki rozpoczęły taniec namiętności. Czułam się wspaniale, odwróciłam się przodem do kochanka a on przyparł mnie do ściany i wypełnił mnie całą. Wbiłam paznokcie w jego plecy zostawiając czerwone ślady. Chłopak zbliżył wargi do mojego ucha a moje serce przyśpieszyło.
- Kocham cię - wyszeptał
- Ja ciebie też - nie kontrolowałam swoich słów one po prostu wypłynęły ze mnie a co najgorsze zdałam sobie sprawę, iż są prawdziwe. Mój krzyk wypełnił łazienkę a fala gorąca zalała moje ciało. Potarłam nosem o jego szeroko się uśmiechając. Skradłam chłopakowi całusa i wyszłam do sypialni. Byłam już spóźniona na poranną próbę ale było warto.
- Logan - krzyknęłam - Przyjdziesz dzisiaj wieczorem ?
- Na twój musical ? - spytał
- Tak - przytaknęłam wsuwając na siebie ulubioną bluzkę
- Za nic w świecie bym tego nie przegapił - roześmiana twarz bruneta pojawiła się w drzwiach. Musnęłam jego usta po czym wybiegłam z mieszkania. Zerknęłam na zegarek głośno przeklinając. Byłam już mocno spóźniona, reżyser z pewnością udusi mnie gołymi rękoma. Nienawidzi spóźnień. Przyśpieszyłam kroku modląc się w duchu aby miał dobry humor. Skręciłam w wąską alejkę przepychając się przez tłum ludzi zapewne zmierzających do pracy.
Po dwudziestu minutach wpadłam zdyszana do teatru. Próba już się zaczęła a po minie Mike'a wiedziałam, że nie unikne kary no i miałam rację. Przez cały dzień się nade mną znęcał nie dając mi ani chwili wytchnienia. Wiecznie mu coś nie pasowało a to nie ta tonacja a to, że pomyliam kroki. Miałam dość. Byłam wyczerpana a wieczorem musiałam dać z siebie wszystko bo inaczej mogłam stracić pracę. Marzyłam aby pewnego dnia przywalić mu w tą krzywą facjatę.
***
Równo o godzine znalazłem się przed budynkiem teatru. Poprawiłem krawat oraz upewniłem się czy zamówiony bukiet kwiatów zostanie dostarczony o ustalonej godzinie. Wręczyłem swój bilet mężczyźnie stojęcemu przy wejściu a następnie zająłem swoje miejsce wśród publiczności. Światła pogasły a czerwona kurtyna posza w górę. Gdy na scenie pojawiła się Santana moje serce oszalało. Była idealna pod każdym względem. Pragnąłem jedynie złapać ją w swoje ramiona oraz złączyć jej usta z moimi. Boże zakochałem się w ukochanej najlepszego przyjaciela. Ktoś mógłby powiedzieć ''Henderson skurwiel z ciebie'' ale tak szczerze miałem to głęboko w dupie. Ta dziewczyna zawładnęła moimi myślami, sercem oraz duszą. Wreszcie musical dobiegł końca. Przez salę przelała się burza gromkich oklasków.
- Ona zasługuje na sławę jak i na wszystko co najlepsze. - Prawdziwa gwiazda - dało się słyszeć szepty innych. Mieli rację. Czym prędzej wydostałem się na zewnątrz. Kurier z kwaitami już na mnie czekał. Zapłaciłem mu nie mogąc doczekać się mojego anioła. Wreszczie latynoska wyłoniła się z budynku. Fani momentalnie ją otoczyli błagając o autografy, Byłem z niej cholernie dumny. Choć się wybiła to wciąż pozostaje tą samą skromną dziewczyną. Usiadłem na masce taksówki obserwując Santanę. Byłą szczęśliwa więc i ja byłem szczęśliwy. W końcu ludzie się rozeszli a brunetka podbiegła do mnie mocno się wtulając. Jej zapach wypełnił moje płuca dostarczając powietrze, którego od rana mi brakowało.
- Byłaś świetna - skomentowałem z uśmiechem na co latynoska jedynie machnęła ręką
- Jestem zmęczona - szepnęła
- Więc wracamy do domu - odparłem wręczając dziewczynie bukiet czerwonych róż. Otworzyłem drzwi samochodu i razem wróciliśmy do mieszkania.
***
Przepelniało mnie nic za wyjątkiem wielkiego szczęścia. Dzisiejszy spektakl okazał się hitem a ja dzieliłam ten sukces z kimś wyjątkowym. Otworzyłam drzwi do mieszkania i zapaliłam światło. To co zobaczyłam zaparło mi dech w piersiach. Płatki róż były rozsypane po całej podłodze a dookoła paliły się świece.
- Logan ... - nie mogłam wykrztusić słowa. Chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu gdzie czekała na nas wystawna kolacja. Byłam pod wrażeniem tego co przygotował. Kendall nigdy się na coś takiego nie zdobył. Niczym dżentelmen odsunął przede mną krzesło pomagając mi usiąść.
- Santana - szepnął klękając przy mnie. Serce podskoczyło mi do gardła - Czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i została moją dziewczyną - spojrzałam w te jego cudne brązowe tęczówki. Łzy napłynęły do moich oczu. To była najcudowniejsza rzecz jaką ktoś kiedykolwiek dla mnie zrobił.
- Tak - odparłam cicho łącząc nasze usta w delikatnym pocałunku
poniedziałek, 6 października 2014
sobota, 27 września 2014
INFORMACJA
Zainteresowanych zapraszam również na mojego drugiego bloga. Historia będzie dotyczyła Jamesa Maslowa :)
http://james-idina.blogspot.com/
http://james-idina.blogspot.com/
czwartek, 25 września 2014
Chapter 7
Przepraszam, że tak długo nie wstawiałem rozdziału ale miałem sporo problemy zdrowotne. Nie jestem zadowolony z tego co napisałem ale mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba.
Wilgotną ściereczką otarłam pot spływający po mojej twarzy. Mimo iż minęły dwa miesiące odkąd przeniosłam się do Nowego Jorku a miesiąc od premiery nie przestawałam ćwiczyć. Chciałam aby każdy ruch nawet ten najdrobniejszy był perfekcyjny. Sięgnęłam po butelkę wody leżącej na parkiecie. Zegar wskazywał północ lecz musiałam jeszcze popracować nad finałową piosenką. Ciężka praca miała również i swoje plusy. Dzięki niej nie myślałam o Kendallu. Dzwonił po kilkanaście razy dziennie jednakże nie czułam się jeszcze dostatecznie silna aby odważyć się na rozmowę z chłopakiem, którego pokochałam całym sercem. Kontakt utrzymywałam jedynie z Loganem. Coraz większa więź zaczęła łączyć mnie z brunetem. Na początku myślałam, że Henderson to przykład typowego kujona ale jak się okazało byłam w błędzie.... w cholernym błędzie. Zawarliśmy umowę, iż żadne z nas nie powie o tym Schmidtowi. Po raz ostatni zaśpiewałam końcowy utwór spektaklu po czym zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z budynku. Mimo, że był środek nocy to na ulicach nie brakowało ludzi. Jedni spacerował a jeszcze inni imprezowali w klubach. Otuliłam się szczelniej płaszczem przemierzając kolejną alejkę. Nie miałam daleko do mieszkania więc zazwyczaj chodziłam na nogach. Brakowało mi spacerów a to był jedyny sposób aby spędzić choć chwilkę na świeżym powietrzu. Wchodząc po schodach nie zauważyłam mężczyzny skulonego pod moimi drzwiami w rezultacie czego potknęłam się i wywróciłam na zimną posadzkę.
- Kurwa człowieku nie masz gdzie trzeźwieć - warknęłam rozmasowując obolałe miejsce
- Boże Santuś przepraszam - zdenerwowany Logan pomógł mi stanąć na nogi
- Co ty tutaj robisz ? - spytałam szczerze zdziwiona
- Chciałem cię zobaczyć - odparł składając czuły pocałunek na moich ustach. Rozsądek kazał mi go odepchnąć ale coś w środku chciało aby ten pocałunek się nie kończył. Chłopak wsunął opuszki palców w moje włosy przyciągając do siebie. Minęło sporo czasu nim wreszcie odkleiliśmy się od siebie. Zaprosiłam go do środka i postawiłam wodę na herbatę.
- Jak się zagotuje to zalej kubki - poprosiłam bruneta a sama poszłam wziąć szybki prysznic. Odkręciłam kurek a strumień gorącej wody uderzył w moje ciało. Tego mi było potrzeba po tak wyczerpującym dniu. Przymknęłam powieki wracając do tego spontanicznego pocałunku z Loganem. Ogarnęły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Jak mogłam do tego dopuścić i to jeszcze z przyjacielem Kendalla. Ostatnią rzeczą, której bym pragnęła to aby ta dwójka się pokłóciła. Wyszłam z łazienki owinięta białym ręcznikiem. Chłopak siedział w niewielkim salonie przeglądając czasopismo. Zajęłam miejsce na fotelu obok chwytając drżącymi dłońmi kubek z parującą cieczą.
- Logi - zaczęłam cicho wzdychając - myślę, że powinniśmy zapomnieć o tym co się wydarzyło
- Mi się podobało - jego twarz rozjaśnił szelmowski uśmiech
- Henderson do cholery ja kocham Kendalla - wykrzyknęłam
- Kochasz... kochasz... ale uciekłaś od niego - machnął ręką wracając do czytania gazety. Wściekła wyrwałam mu ten pieprzony kawałek papieru.
- Idiota z ciebie - brunet podniósł się z fotela. Ścisnął z całych sił moje nadgarstki. Jęknęłam z bólu lecz nie reagował.
- Logan - wyszeptałam a łzy spłynęły po moich policzkach
- Boisz się mnie ? - spytał najwidoczniej zszokowany moją reakcją. Milczałam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Zawsze opanowany, uprzejmy a dzisiaj jakby coś w niego wstąpiło.
- Kocham Cię - wyznał spuszczając wzrok, Uwolniłam się z jego uścisku. Palcem wskazującym uniosłam jego brodę i ujrzałam w jego czekoladowych źrenicach coś wspaniałego.. coś czego nigdy wcześniej nie dostrzegałam. Sposób w jaki na mnie patrzył.... zagryzłam wargę. Logan splótł nasze dłonie. Jego ciepłe usta przywarły do moich. Nie miałam sił aby walczyć, oddałam mu się całkowicie. Nie przerywając pocałunku przenieśliśmy się do sypialni. Chłopak ułożył mnie delikatnie na świeżej pościeli. Chciałam go przyciągnąć lecz odsunął się.
- Masz jakieś świece ?
- Ostatnia szuflada - odparłam zsuwając z siebie ręcznik. Chłopak zgasił światło zapalając kilka z nich. Po chwili znalazł się przy mnie. Składałam krótkie pocałunki na jego szyi. Wiedziałam, że postradałam rozum ale pragnęłam kochać się z Hendersonem. Zerwałam z niego ubranie. nigdy wcześniej nie widziałam go bez koszulki ale to co zobaczyłam odebrało mi dech. Jego wyrzeźbione ciało robiło wrażenie. Przejechałam dłońmi po klatce piersiowej bruneta, który złapał mnie w talii i przewrócił na plecy. Zamknęłam oczy a usta ścisnęłam w wąską linię. Rozszerzyłam uda. Na reakcję nie musiałam długo czekać. Logan wypełnił mnie całą. Poruszał się wolno co sprawiło, że z mojego gardła wydobywały się krzyki... krzyki prawdziwej rozkoszy.
- Mocniej - błagałam raz po raz. Było mi z nim cudownie. Oczywiście nie tak jak z Kendallem ale podobało mi się. W końcu uniosłam się mocno wyginając do tyłu a moje ciało zostało zalane przez przyjemne ciepło. Brunet opadł obok. Wtuliłam się w jego umięśniony tors zasypiając niemalże natychmiastowo.
Wilgotną ściereczką otarłam pot spływający po mojej twarzy. Mimo iż minęły dwa miesiące odkąd przeniosłam się do Nowego Jorku a miesiąc od premiery nie przestawałam ćwiczyć. Chciałam aby każdy ruch nawet ten najdrobniejszy był perfekcyjny. Sięgnęłam po butelkę wody leżącej na parkiecie. Zegar wskazywał północ lecz musiałam jeszcze popracować nad finałową piosenką. Ciężka praca miała również i swoje plusy. Dzięki niej nie myślałam o Kendallu. Dzwonił po kilkanaście razy dziennie jednakże nie czułam się jeszcze dostatecznie silna aby odważyć się na rozmowę z chłopakiem, którego pokochałam całym sercem. Kontakt utrzymywałam jedynie z Loganem. Coraz większa więź zaczęła łączyć mnie z brunetem. Na początku myślałam, że Henderson to przykład typowego kujona ale jak się okazało byłam w błędzie.... w cholernym błędzie. Zawarliśmy umowę, iż żadne z nas nie powie o tym Schmidtowi. Po raz ostatni zaśpiewałam końcowy utwór spektaklu po czym zebrałam swoje rzeczy i wyszłam z budynku. Mimo, że był środek nocy to na ulicach nie brakowało ludzi. Jedni spacerował a jeszcze inni imprezowali w klubach. Otuliłam się szczelniej płaszczem przemierzając kolejną alejkę. Nie miałam daleko do mieszkania więc zazwyczaj chodziłam na nogach. Brakowało mi spacerów a to był jedyny sposób aby spędzić choć chwilkę na świeżym powietrzu. Wchodząc po schodach nie zauważyłam mężczyzny skulonego pod moimi drzwiami w rezultacie czego potknęłam się i wywróciłam na zimną posadzkę.
- Kurwa człowieku nie masz gdzie trzeźwieć - warknęłam rozmasowując obolałe miejsce
- Boże Santuś przepraszam - zdenerwowany Logan pomógł mi stanąć na nogi
- Co ty tutaj robisz ? - spytałam szczerze zdziwiona
- Chciałem cię zobaczyć - odparł składając czuły pocałunek na moich ustach. Rozsądek kazał mi go odepchnąć ale coś w środku chciało aby ten pocałunek się nie kończył. Chłopak wsunął opuszki palców w moje włosy przyciągając do siebie. Minęło sporo czasu nim wreszcie odkleiliśmy się od siebie. Zaprosiłam go do środka i postawiłam wodę na herbatę.
- Jak się zagotuje to zalej kubki - poprosiłam bruneta a sama poszłam wziąć szybki prysznic. Odkręciłam kurek a strumień gorącej wody uderzył w moje ciało. Tego mi było potrzeba po tak wyczerpującym dniu. Przymknęłam powieki wracając do tego spontanicznego pocałunku z Loganem. Ogarnęły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Jak mogłam do tego dopuścić i to jeszcze z przyjacielem Kendalla. Ostatnią rzeczą, której bym pragnęła to aby ta dwójka się pokłóciła. Wyszłam z łazienki owinięta białym ręcznikiem. Chłopak siedział w niewielkim salonie przeglądając czasopismo. Zajęłam miejsce na fotelu obok chwytając drżącymi dłońmi kubek z parującą cieczą.
- Logi - zaczęłam cicho wzdychając - myślę, że powinniśmy zapomnieć o tym co się wydarzyło
- Mi się podobało - jego twarz rozjaśnił szelmowski uśmiech
- Henderson do cholery ja kocham Kendalla - wykrzyknęłam
- Kochasz... kochasz... ale uciekłaś od niego - machnął ręką wracając do czytania gazety. Wściekła wyrwałam mu ten pieprzony kawałek papieru.
- Idiota z ciebie - brunet podniósł się z fotela. Ścisnął z całych sił moje nadgarstki. Jęknęłam z bólu lecz nie reagował.
- Logan - wyszeptałam a łzy spłynęły po moich policzkach
- Boisz się mnie ? - spytał najwidoczniej zszokowany moją reakcją. Milczałam. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Zawsze opanowany, uprzejmy a dzisiaj jakby coś w niego wstąpiło.
- Kocham Cię - wyznał spuszczając wzrok, Uwolniłam się z jego uścisku. Palcem wskazującym uniosłam jego brodę i ujrzałam w jego czekoladowych źrenicach coś wspaniałego.. coś czego nigdy wcześniej nie dostrzegałam. Sposób w jaki na mnie patrzył.... zagryzłam wargę. Logan splótł nasze dłonie. Jego ciepłe usta przywarły do moich. Nie miałam sił aby walczyć, oddałam mu się całkowicie. Nie przerywając pocałunku przenieśliśmy się do sypialni. Chłopak ułożył mnie delikatnie na świeżej pościeli. Chciałam go przyciągnąć lecz odsunął się.
- Masz jakieś świece ?
- Ostatnia szuflada - odparłam zsuwając z siebie ręcznik. Chłopak zgasił światło zapalając kilka z nich. Po chwili znalazł się przy mnie. Składałam krótkie pocałunki na jego szyi. Wiedziałam, że postradałam rozum ale pragnęłam kochać się z Hendersonem. Zerwałam z niego ubranie. nigdy wcześniej nie widziałam go bez koszulki ale to co zobaczyłam odebrało mi dech. Jego wyrzeźbione ciało robiło wrażenie. Przejechałam dłońmi po klatce piersiowej bruneta, który złapał mnie w talii i przewrócił na plecy. Zamknęłam oczy a usta ścisnęłam w wąską linię. Rozszerzyłam uda. Na reakcję nie musiałam długo czekać. Logan wypełnił mnie całą. Poruszał się wolno co sprawiło, że z mojego gardła wydobywały się krzyki... krzyki prawdziwej rozkoszy.
- Mocniej - błagałam raz po raz. Było mi z nim cudownie. Oczywiście nie tak jak z Kendallem ale podobało mi się. W końcu uniosłam się mocno wyginając do tyłu a moje ciało zostało zalane przez przyjemne ciepło. Brunet opadł obok. Wtuliłam się w jego umięśniony tors zasypiając niemalże natychmiastowo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)